Urloplandia

Noclegi, atrakcje turystyczne i gastronomia w Polsce - urloplandia.pl

Nawiedzony szpital

      Wiele szpitali, które zakończyły już swoją funkcję stoi puste. Jest kłopot, co z nimi zrobić, ponieważ ich mury przesiąknęły cierpieniami, złymi emocjami i śmiercią ludzi. Można zrobić remont, wybielić i wypachnić ściany, ale złe emocje pozostają. Mówi się wtedy, że tam straszy. Coś w tym musi być.

     Jednym z takich przerażających i nawiedzonych szpitali jest Waverly Hills Sanatorium, zlokalizowane w Louisville w stanie Kentucky w USA. Zostało zbudowane w 1908 roku, a oddane 26 lipca 2010 roku jako szpital dla chorych na gruźlicę. Gruźlica była na początku XX wieku chorobą nieuleczalną, chociaż Robert Koch już odkrył jej prątki, które nazwane zostały jego imieniem. 
     Budynek stał na uboczu, był samowystarczalny. Chorzy, aby nie stykać się ze zdrowymi ludźmi byli izolowani. Szpital posiadał własny ogród, piekarnię, masarnię i ujęcie wody. Trzeba podziwiać pracującą tam kadrę, która była narażona na śmiertelne wówczas zarażenie, a mimo to opiekowała się tymi nie rokującymi wyzdrowienia nieszczęśnikami, chociaż nie wiedziano wtedy jeszcze, że gruźlica przenosi się drogą kropelkową przez wydychane powietrze.
     Na samym początku sanatorium mogło przyjąć jednorazowo około 50 pacjentow. Niestety, w okręgu Jefferson wybuchła epidemia gruźlicy. Szpital wówczas rozbudowano tak, aby mógł przyjąć jednocześnie ponad 400 pacjentów. Nie znano skutecznych metod leczenia. Stosowano tzw. helioterapię, gdzie chorych wystawiano na działanie promieni słonecznych, więc pokoje były słoneczne i miały dużo światła. Niestety ten sposób walki z chorobą nie działał.
     Szacuje się, że zmarło w trakcie tego "leczenia" 63 tysiące pacjentów. Aby usuwać zwłoki nie powodując paniki wśród pacjentów zbudowano tzw. tunel śmierci, którym transportowano ciała na zewnątrz szpitala poza wzrokiem pacjentów. 
     Budynek był bardzo posępnym miejscem, gdzie tysiące chorych zdawało sobie sprawę z niemożności wyleczenia i czekało na swój koniec. Przykuci do metalowych łóżek byli skazani na opiekę personelu, który nie był w stanie im pomóc. Niemoc i przeludnienie powodowały przemoc wobec pacjentów, wobec których często stosowane były kary cielesne i bezpodstawne stosowanie elektrowstrząsów. Zdarzały się też tajemnicze samobójstwa.
     W 1928 roku w pokoju numer 502 wydarzyła się tragedia. Przełożona pielęgniarek (miała 29 lat) dowiedziała się, że zachorowała na gruźlicę. Dodatkowo nie będąc zamężną zaszła w ciążę. Prawdopodobnie były to powody popełnienia przez nią samobójstwa przez powieszenie właśnie w pokoju 502. Poza tym długo wisiała, zanim ją znaleziono i odcięto. Inna z pielęgniarek spadła z patio na piątym piętrze na dziedziniec szpitala. Czyżby była celowo zepchnięta?
     Nic dziwnego, że przy tylu śmierciach, cierpieniach i przemocy miejsce te odwiedzane jest przez zjawy różnego autoramentu. Widziano tam nieraz ducha małej dziewczynki pozbawionej oczu i chłopca „Timmy’ego”. Podobno, jeśli rzuci się na podłogę piłeczkę, która turla się po podłodze na holu, wróci ona z powrotem, popchnięta małą rączką niewidocznego chłopca. Widywano kobietę z krwawiącymi nadgarstkami, mężczyznę w białym fartuchu, czy stary karawan wywożący zwłoki, turkoczący na dziedzińcu.
     Po wynalezieniu streptomycyny, leku na gruźlicę spadły zachorowania, ogromne lecznice straciły rację bytu i ostatecznie szpital zamknięto w 1962 roku. Obecnie jest w ruinie, nowi właściciele chcą wybudować tam hotel. Dla ludzi o mocnych nerwach organizuje się kilkugodzinne wycieczki zarówno w dzień, jak i w nocy.
     Biedne duszki kołatające się po pustych pomieszczeniach mają więc towarzystwo ciekawskich turystów.
Z.W. 
     
     
sanatorium w okresie świetności
tunel śmierci
tunel śmierci
duch zmarłej pielęgniarki
stary wózek do przewozu zwłok
piłeczka  „Timmy’ego”
Ładuję stronę