Urloplandia

Twoje źródło informacji o ciekawych atrakcjach i wygodnych noclegach w Polsce.

Ręka, noga, mózg na ścianie

Drohobycz
Drohobycz
ręka, noga, mózg na ścianie
ręka, noga, mózg na ścianie
kościół św. Bartłomieja w Drohobyczu
Bartłomiej Michałowski - droga w Drohobyczu
rynek w Drohobyczu, początek XX wieku
dom Bruno Schultza
tablica na domu Bruno Schultza
Bruno Schultz w Drohobyczu 1933-34 r.
cerkiew św. Jura
cerkiew św. Jura

      Drohobycz różni się od innych miast ukraińskiego Przedgórza Karpackiego. Opisany przez najwybitniejszego mieszkańca miasta-Brunona Schulza w "Sklepach cynamonowych", w których oddaje on niesamowity koloryt widziany oczami młodego człowieka. Chodząc ulicami Drohobycza warto odszukać miejsca opisane w książce, porównać bajkowy klimat opisany przez Schulza z rzeczywistością trochę zaniedbanego ukraińskiego miasta.

     Wszyscy znamy powiedzenie przytoczone w tytule artykułu. Skąd się wzięło? Otóż powstało w Drohobyczu. Jednym z zabytków jest gotycki kościół św. Bartłomieja. Niegdyś na tym miejscu była drewniana pogańska świątynia, w której oddawano cześć posągowi nieznanego bożka. Po przyjęciu chrztu na miejscu owym powstała pierwsza chrześcijańska świątynia, a posąg bożka rozbito i zakopano głęboko pod ziemią. Kiedy w roku 1392 rozpoczęto budowę dzisiejszego kościoła odnaleziono te szczątki dawnego bóstwa. Postanowiono wmurować je na zewnętrznych murach świątyni. Te szczątki to głowa, stopa i dłoń. Stąd właśnie wzięło się powiedzenie: ręka, noga, mózg na ścianie.

     Wewnątrz kościoła rozegrała się tragedia. Jak wiadomo Drohobycz nie miał nigdy murów obronnych. W czasie najazdów nieprzyjaciół miejscowa ludność chroniła się wewnątrz kościoła. Tak było i w XVII wieku, kiedy wierni zabarykadowali się, by uciec przed liczną watahą kozacką. Wzmocnione odrzwia i zamki nie pomogły. Pijana zgraja wdarła się do kościoła i urządziła prawdziwą rzeź. Do dzisiaj można dostrzec znak, pokazujący potomnym, do którego miejsca sięgał poziom krwi rozlanej w czasie tamtej rzezi. Romantyczna legenda? Nie wiadomo, ale przecież w każdej legendzie tkwi źdźbło prawdy.

     Powracając do tragicznej postaci Bruno Schulza: ten polski pisarz, prozaik, malarz i grafik żydowskiego pochodzenia był nauczycielem rysunków w miejscowej szkole. Nie będę się rozpisywał nad jego życiem i twórczością, którą znamy. Skoncentruję się tylko nad ostatnim fragmentem jego życia. Pech prześladował go od momentu, kiedy wystąpił z gminy żydowskiej chcąc poślubić Józefinę Szelińską, Żydówkę, która przeszła na katolicyzm. Niestety, nic nie wyszło z tych planów.

     W czasie wojny musiał dostosować się do nowej sytuacji. Kiedy do Drohobycza wkroczyli Niemcy, utworzono getto żydowskie, w którym zamieszkał i Bruno. Dostał się "pod opiekę" znanego z okrucieństwa gestapowca, Feliksa Landaua. Ten niesłychany bandyta, który brał czynny udział w eksterminacji ludności żydowskiej, dla zabawy siedząc sobie na balkonie strzelał do Żydów. Schulza oszczędzał, ponieważ ten malował dla jego dzieci freski na ścianach ich sypialni, w budynku kasyna gestapowskiego i w budynku jazdy konnej. Nie cierpiał przez to głodu i, pomimo że był Żydem znajdował się pod opieką swego gestapowskiego protektora. 

     Wszystko to tak trwało, aż do fatalnego dnia, 19 listopada 1942 roku. Bruno Schulz został zastrzelony na ulicy dwoma strzałami w tył głowy przez drugiego gestapowca, Karla Günthera. Zemścił się on w ten sposób na swoim koledze, Feliksie Landau, który wcześniej zabił jego protegowanego, dentystę Löwa. W ten sposób niskie instynkty rywalizujących ze sobą gestapowców pozbawiły życia tak utalentowanego człowieka.

     Godny zwiedzenia zabytek w Drohobyczu to również drewniana cerkiew św. Jura, wybudowana bez jednego gwoździa, a będąca perłą budownictwa drewnianego. Jest ona ujęta  na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Z.W.

Ładuję stronę